Sauna i łaźnia przed czy po treningu

Nie ustaje moda na bycie pięknym, zdrowym i młodym, co oczywiście nas wielce cieszy, w końcu dostarczamy – jako wykonawca stref SPA – ku temu możliwość. Na popularności zyskuje też wyposażanie miejsc treningu, takich jak siłownie, kluby fitnessu czy crossfitu właśnie w infrastrukturę związaną z odpoczynkiem i regeneracją, czyli sauny oraz łaźnie parowe. Te pierwsze są z uwagi na cenę najpowszechniejsze, choć trzeba też przyznać, że z tego samego powodu najczęściej najskromniejsze. Często sprowadzają się bowiem do gotowych kabin, nierzadko bez sensownie wydzielonych stref odpoczynku, nagości, bezproblemowego dostępu do prysznica. Z tego też powodu nie korzystają z nich raczej osoby z zewnątrz, jedynie zaś klienci fitnessu czy siłowni. Oni właśnie zażywają kąpieli w saunie i… często się z tego powodu do niej zrażają i rozczarowują.

Są ku temu powody, o których nagminnie wręcz zapomina poinformować obsługa a sami ćwiczący świadomi nie są.

Skoro bowiem w obiekcie mają do dyspozycji saunę, to przecież po to, by niej korzystać, prawda?

Otóż niekoniecznie.

Przebywanie w saunie tradycyjnej, fińskiej, stanowi obciążenie dla organizmu. Mocno wpływa na krążenie i serce, bardzo odwadnia. W przypadku łaźni parowych – niestety wciąż dużo rzadziej spotykanych – skutki przebiegają dużo łagodniej, w końcu są to pomieszczenia bazujące na zupełnie innej wilgotności i temperaturze. Seans, by miał odczuwalne dla organizmu skutki prozdrowotne, winien trwać powiedzmy godzinę. Gdy po tej godzinie wybierzemy się na trening, nieważne czy w planach mamy zumbę, cross czy martwy ciąg, nie wyjdzie nam to na dobre. Zmniejszona wydolność plus duże odwodnienie sprawią, że trening w najlepszym wypadku będzie mało skuteczny, w najgorszym zaowocuje kontuzją czy omdleniem.

Stąd też więcej ćwiczących decyduje się na saunowanie po skończonym treningu. Pomysł ten jest niestety równie niewłaściwy co poprzedni. Wchodzenie po wysiłku do sauny jest bowiem kategorycznie odradzane z przyczyn zdrowotnych, jako niosące ze sobą duże ryzyko zasłabnięcia i zaburzenia krążenia. Z punktu widzenia skuteczności treningu niweluje efektywność tzw. pamięci mięśniowej, która jest jednym z czynników wpływających na jego efektywność.

No to skoro nie po treningu, nie przed, to kiedy? Ogólnie po skorzystaniu z sauny zaleca się mieć 2-3 godzinki spokoju, niekoniecznie spędzając ten czas na leżeniu ale po prostu bez nadmiernego obciążania. Natomiast jeśli chodzi o łączenie saunowania z treningami sugerujemy wydłużyć ten okres do minimum 6 godzin lub przenieść na dzień kolejny. Ta druga opcja wydaje się mieć najwięcej zwolenników wśród osób doświadczonych i potrafiących dostrzegać długo- i krótkookresowe skutki tych aktywności, z których każda jest dla zdrowia korzystna, ale ich połączenie może już wywrzeć skutki przeciwne.

Jest to równie ważne z punktu widzenia ćwiczącego, jak i właściciela obiektu. Sugeruje bowiem, że aby klient następnego dnia po treningu przyszedł ponownie, w ofercie znajdować winna się nie samotna, wciśnięta w kąt przy szatni kabina. Siłę przyciągającą będzie miało dopiero przynajmniej mini SPA. Osobne pomieszczenie z niekrępującą przestrzenią do komunikacja i wypoczynku, z bezpośrednim dostępem do prysznicy. W którego ofercie znajdzie się zarówno sauna fińska, nieoceniona przy hartowaniu organizmu, jak i łaźnia parowa, ulubione przez wiele kobiet miejsce relaksu. Tak skomponowana oferta przywiąże klienta do obiektu nie tylko w dni treningowe oraz wręcz rozszerzy target o osoby, którym z ćwiczeniem zupełnie nie po drodze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *